Sentyment i retrogaming, czyli jak sprzedać dwa razy to samo

NULL Witajcie! Podczas gdy pozostała część redakcji bawi na Xbox Fun Day, ja – jako „świeża krew” na pokładzie – zostałem przydzielony do czyszczenia pokła… ekhm… pilnowania, aby osoby nieobecne na imprezie Microsoftu nie zanudziły się przed monitorami. Poruszę dzisiaj temat być może dla niektórych oczywisty, ale o tyle ważny, że już teraz wpływa na politykę wydawniczą dużych firm. Mowa o retrogamingu. Nie jest bowiem niczym dziwnym fakt, że ludzie, którzy zaczynali swoją przygodę z grami 10-20 lat temu, zazwyczaj z rozrzewnieniem wspominają swoje pierwsze, ukochane tytuły. Ciągnięci siłą sentymentu za podróżą do przeszłości gracze już od lat sięgają po „DeLoreana” w postaci emulatorów starych komputerów i konsol. Tak silna i liczna chęć zagrania w coś, co pamięta jeszcze erę procesora łupanego, nie mogła przejść niezauważona w świecie rządzonym pieniądzem. Problemem była jednak podaż – dystrybucja AŻ tak starych gier, była po prostu bardzo długo nieopłacalna. Sprawa nabrała rozpędu dzięki cyfrowej dystrybucji, owocując tym, że dzisiaj wystarczy połączyć się z siecią, aby kupić i pobrać na dysk swoje ulubione klasyki. Co prawda fani oldschoolu, inwestując odpowiednie ilości gotówki i czasu, są w stanie np. poprzez aukcje kupować konsole i gry, których od „wieków” nie można już dostać w normalnych sklepach, ale takie podejście wymaga poświęcenia się sprawie, a i nie każdy dysponuje aż taką cierpliwością i środkami. Stąd dystrybutorzy doszli do opłacalnych dla obu stron wniosków – sprzedawajmy graczom to, co tak polubili i umożliwmy im granie w to na sprzęcie obecnej generacji. Teoretycznie banalne założenie, ale bez wątpienia przynosi już dzisiaj ogromne zyski. W ten oto sposób użytkownicy komputerów osobistych mogą wrócić do gier sprzed lat dzięki Steamowi czy GOG.com. Należy przy tym wspomnieć, że Good Old Games to twór polski, a mimo to posiadający już od jakiegoś czasu ogromną, wierną społeczność, która słusznie uważa serwis za wzór do naśladowania – wszystkie oferowane tam gry dostosowane są do najnowszych wersji systemu Windows, a do tego pozbawiono je zabezpieczeń DRM, co wciąż jest unikatem na skalę światową. Jeżeli jednak Waszym oczkiem w głowie jest obecna generacja konsol, także znajdziecie tu coś do zaspokojenia swoich retrogamingowych potrzeb. Microsoft, Sony i Nintendo – każda z tych firm oferuje w internetowych usługach swoich platform tytuły z poprzedniej generacji. Xbox 360 pozwala na zakup niektórych gier z pierwszego X-pudła, posiadacze PlayStation 3 kupują coraz to nowsze klasyki z PSOne, mogąc je uruchamiać również na PSP, zaś Wii pozwala przenieść się aż do czasów NES-a (znanego u nas jako Pegasus). A skoro już w temacie sprzedawania jednej rzeczy po raz drugi jesteśmy, wypada choćby pobieżnie wspomnieć o kwestii remake’ów. Ostatnio Sony znalazło idealny pretekst do sprzedawania starych gier w opakowaniach, jako pełnoprawnych nowych produktów – technologię HD. Po sukcesie dwóch pierwszych części God of War z PS2 umieszczonych na jednej płycie Blu-ray i „zremasterowanych” w HD, Sony już zapowiedziało kolejne tego typu przedsięwzięcia. Niby ciekawa inicjatywa, ale posiadacze pierwszych modeli PS3 pamiętają jeszcze zapewne, że firma początkowo udostępniała emulację – najpierw sprzętową, potem programową – drugiej generacji „Czarnulki”. Najwidoczniej ktoś szybko postukał się tam w głowę, widząc, że po premierze PS3 sprzedaż PS2 wciąż była bardzo wysoka – wspieranie dalej tej wstecznej kompatybilności było po prostu nieopłacalne, a przy tym zmniejszałoby atrakcyjność wspomnianych wyżej projektów. Co szykuje przyszłość? Pojęcie retrogamingu już na dobre zadomowiło się w świadomości graczy. Tworzone są nawet gry, które choć nowe i pachnące, od podstaw projektowane są tak, aby wyglądem przypominały nam o „starych, dobrych czasach”, jak Mega Man 10 czy Scott Pilgrim vs. the World: The Game (ale to już temat na zupełnie inny artykuł). Poza tym zbliżająca się premiera Nintendo 3DS z pewnością spowoduje lawinę znanych tytułów w odświeżonej edycji 3D. Ciekawe ile jeszcze razy będziemy płacili za to samo… ale póki pozwala to klasykom trwać w świadomości masowej... to czemu nie. ;)

Wsparcie

Patronite logo

Jak zapewne wiecie, rozwijamy nasz podcast od lat, inwestując w niego nie tylko bardzo dużo czasu, ale również pieniędzy. Opłacamy montaż kolejnych odcinków, utrzymujemy serwery i domeny, jak również rozglądamy się za nowymi, często płatnymi rozwiązaniami, które mogą przyspieszyć i ułatwić powstawanie nowych materiałów.

Patronite to platforma, na której możecie wesprzeć nas finansowo, abyśmy mogli kontynuować tę pasję bez dodatkowego balastu na plecach. Będziemy Wam niezmiernie wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą dotację.

Uspokajamy, że nie planujemy zamykać tworzonych przez nas treści za płatną barierą. W ramach podziękowań chcemy natomiast wymieniać wszystkich naszych Patronów, którzy wyrażą na to zgodę, na stronie podcastu, a od pewnego progu dziękować Wam również w samych nagraniach.

Niezmiennie życzymy Wam miłego słuchania i serdecznie dziękujemy za wsparcie! Do usłyszenia!

Nasi Patroni

  • Dio Brando
  • Pojler
  • i 6 anonimowych Patronów

Serdecznie dziękujemy!