Pod ziemią żyliśmy

NULL

Metro 2033Każdy ma jakieś oczekiwania wobec miejsc; a to oczekujemy, że w zarezerwowanym na urlop hotelu będzie dokładnie tak, jak na zdjęciach z broszury reklamowej, innym razem liczymy na piękne widoki w górach, w które się wybieramy, albo że w sali wykładowej będą miękkie siedziska, coby się dobrze spało. Ja natomiast oczekuję z niepokojem, czy w moskiewskim metrze w 2033 roku będzie odpowiednio mrocznie i strasznie.

O projekcie Metro 2033 dowiedziałem się stosunkowo niedawno podczas rutynowego przeglądania newsów na jednym z blogów o growych nowinkach. Moją uwagę przykuł obrazek załączony do newsa, a po przeczytaniu zapowiedzi od razu wiedziałem, że będę gry oczekiwał z zapartym tchem (albo jak czytałem w humorze z zeszytów szkolnych „ z wielkim zaparciem”). Dlaczego? Co w tej grze mnie przyciąga jak muchy do lepu?

Zaczęło się od informacji, których na dzień dobry dowiedziałem się z rzeczonego newsa. Po pierwsze producentami gry są Ukraińcy, a sama akcja toczy się w Moskwie, a właściwie nie „w” lecz pod. Jako wielki fan prozy Siergieja Łukjanienki, czy innych wschodnich autorów jak np. Pawła Kornewa nie mogłem nie zwrócić uwagi na ten szczegół. Po prostu uważam, że twórcy państw byłego ZSRR mają ogromny talent do kreowania dobrych uniwersów, a przy tym ich dzieła przesiąknięte są ciekawymi przemyśleniami filozoficznej natury i obficie polane porządną wódką. „Skoro książki za wschodnich granic są takie dobre, to może i gra będzie równie ok!” - pomyślałem i czytając dalszą część newsa zachłysnąłem się pitą akurat kawą. Po wyczyszczeniu monitora z odkaszlniętych na niego fusów, upewniłem się, że dobrze przeczytałem kolejne zdanie. Chodziło oczywiście o wiadomość, że gra stworzona jest na podstawie książki Dimitra Głuchowskiego o tej samej nazwie. Po zapoznaniu się z tą informacją pewny byłem, że nastrój i klimat w grze będą na najwyższym poziomie i że na pewno kupię książkę.

Jak powiedziałem tak zrobiłem i w niedługim czasie stałem się posiadaczem pachnącego jeszcze farbą drukarską polskiego wydania Metro 2033. Mimo, że minęło już sporo czasu od zakupu nie zdołałem jeszcze w całości przeczytać książki. Jestem gdzieś w trzech-czwartych powieści i jak na razie bardzo mi się podoba. Czytałem tu i ówdzie, że zakończenie jest kiepskie, więc nie będę oceniał całości, bo byłoby to z mojej strony po prostu nieuczciwe. To co przeczytałem daje mi jednak obraz bardzo smutnego i opuszczonego przez Boga (lub jak kto woli ewolucję ;) ) świata. Ludzie w nim toczą życie, które na pozór składa się z normalnych codziennych czynności, jak praca, rozmowy ze znajomymi, czy handel na straganach. Wszystko jednak podszyte jest beznadziejnością, niebezpieczeństwem i poczuciem braku sensu. W tym smutnym miejscu przyszło żyć naszemu bohaterowi i to właśnie ten świat chce ratować przed upadkiem. Więcej wam nie powiem, bo nie chcę psuć przyjemności z odkrywania moskiewskiego metra na własną rękę.

Co do samej gry jednak mam pewne obawy. Z tego co zdążyłem się zorientować po recenzjach i zwiastunach rysuje się obraz pozycji nastawionej głównie na strzelanie. Mi osobiście znacznie bardziej pasowałaby do Metra 2033 przygotówka. Najlepiej w takim staro szkolnym stylu „point and click”. Kojarzycie taką grę „The Longest Jorney”, albo jej sequel „Dreamfall”? Jeżeli tak , to o tego typu rozgrywkę mi chodzi. Obie te gry opowiadają historię, gdzie jedną z głównych ról odgrywa motyw podróży, w którą jednocześnie zabierają gracza. Dzieje Artema (bohatera Metra 2033) w chwili, gdy opuszcza swoją stację stają się właśnie taką podróżą. Strzelania jest książce naprawdę niewiele, jest za to poznawanie różnych postaci, wzruszające historie, ludzkie dramaty, czy filozoficzne rozmyślania nad kondycją człowieka w obliczu zagłady. Jakoś nie pasuje mi do tego wszystkiego widok FPP, licznik amunicji, czy pasek zdrowia.

Może jednak się mylę i nie doceniam kunsztu twórców? Może świetnie udało im się przemycić do gry ciężki i przytłaczający nastrój znany z jej papierowego odpowiednika? Mam nadzieję i wierzę, że tak właśnie jest. Wracam zatem do książki i mojego oczekiwania. Choć gra jest już jakiś czas dostępna w sklepach, to chcę poczekać aż będę miał dla niej wystarczająco dużo czasu. Nie chcę grać w Metro 2033 w półgodzinnych przerwach pomiędzy bieganiem na uczelnie, a nauką na jutrzejsze kolokwium z czegośtam. Chcę wczuć się w rozgrywkę jak najbardziej mogę i przeżyć grę, a nie zaliczyć i odstawić na półkę.

metro-2033-screens_12-02-09

Wsparcie

Patronite logo

Jak zapewne wiecie, rozwijamy nasz podcast od lat, inwestując w niego nie tylko bardzo dużo czasu, ale również pieniędzy. Opłacamy montaż kolejnych odcinków, utrzymujemy serwery i domeny, jak również rozglądamy się za nowymi, często płatnymi rozwiązaniami, które mogą przyspieszyć i ułatwić powstawanie nowych materiałów.

Patronite to platforma, na której możecie wesprzeć nas finansowo, abyśmy mogli kontynuować tę pasję bez dodatkowego balastu na plecach. Będziemy Wam niezmiernie wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą dotację.

Uspokajamy, że nie planujemy zamykać tworzonych przez nas treści za płatną barierą. W ramach podziękowań chcemy natomiast wymieniać wszystkich naszych Patronów, którzy wyrażą na to zgodę, na stronie podcastu, a od pewnego progu dziękować Wam również w samych nagraniach.

Niezmiennie życzymy Wam miłego słuchania i serdecznie dziękujemy za wsparcie! Do usłyszenia!

Nasi Patroni

  • Dio Brando
  • Pojler
  • i 6 anonimowych Patronów

Serdecznie dziękujemy!