Demo(n)s Attack! #3

NULL

Poprzedni Demo(n)s Attack był swojego rodzaju nadrabianiem zaległości. Teraz przyszedł czas na zsynchronizowanie się z aktualizacjami na PSN i Xbox Live (testowałem poniższe gry na PlayStation 3, ale są one dostępne na obie platformy). Idea stojąca za działem wciąż ta sama - demka, które przykuły naszą uwagę, są tutaj pokrótce opisywane, abyście wiedzieli, co warto sprawdzić, jeżeli nie macie czym nakarmić napędu w konsoli w ten weekend. Miłej lektury i dobrej zabawy z demkami! Pamiętajcie, że czekamy na Wasze komentarze - powiedzcie nam, co Wy sądzicie o owych demonstracjach. Czy spełniły Wasze oczekiwania?

Need for Speed: Hot Pursuit

Premiera (EU PSN): 27.10.2010

Dawno żadne demko mnie tak nie wciągnęło. Znany z Burnouta Criterion Games wziął się tym razem za mocno podupadłą markę Need for Speed, a konkretniej jej podserię - Hot Pursuit. I choć ciężko było nie wierzyć, że tacy spece poradzą sobie z zadaniem, to ja sam byłem do pomysłu nastawiony raczej neutralnie, głównie mając w pamięci wydany w 2002 roku Hot Pursuit 2, który swojego czasu nieco mnie rozczarował.

Tym razem zrezygnowano z numeracji. Sama gra zaś, jak to w serii zwykle bywało, niewiele ma wspólnego z realizmem. Tak się jednak składa, że ludzie z Criterion mają już doświadczenie w robieniu bardzo przyjemnych arcade'ówek i tym razem również nie zawiedli. Jeździ się bardzo przyjemnie, poślizgi są długie, samochody nieszczególnie przejmują się powyginaną blachą i urazami wewnętrznymi, a drogi same układają się w idealny tor do jechania na pełnym gazie niemalże bez przerwy.

Demko prawdopodobnie pokazuje jedynie skrawek możliwości, a i tak spędziłem na dwóch oferowanych przez nie trasach multum czasu. Jedna, dostępna po posiadaniu znajomego z zainstalowanym demem, to zwykły wyścig, a druga - policyjny pościg za ścigającymi się. Niestety w obu przypadkach mamy do czynienia jedynie ze sztuczną inteligencją - pokazówka nie posiada multi.

Dlaczego wymogiem dla jednej trasy jest posiadanie kogoś czującego "potrzebę prędkości" na liście znajomych? Jedną z największych zalet tej produkcji są bowiem bardzo rozwinięte możliwości społecznościowe. Opcje te wspaniale napędzają rywalizację w grze - co powiecie bowiem na system, który na bieżąco informuje Was, jakie rekordy ustanowili na danych trasach Wasi znajomi? Tak, gra nie pokazuje najlepszych wyników na świecie, które zazwyczaj działają na gracza zniechęcająco. Zamiast tego widzimy jedynie, jak szybkie były znane nam osoby. Możemy wtedy podjąć wyzwanie i próbować pobić ich czasy, a gdy i one nie stanowią dla nas wyzwania, gra proponuje nam dodanie do przyjaciół osób, które są na podobnym co my poziomie zaawansowania.

Do tego dochodzą jeszcze informacje zamieszczane na specjalnej tablicy. Mając kogoś na liście widzimy generowane automatycznie notki o jego osiągnięciach oraz jego własnoręczne wpisy. Sami również możemy takowe zamieszczać. Osobny dział stworzono dla wiadomości od twórców do społeczności.

Mówiąc krócej - diametralnie zmieniło się moje podejście do tej gry. Szykuje się prawdziwy hit, który na zasadzie "jeszcze tylko jeden wyścig" z pewnością uzależni mnóstwo osób. Jedynie jedna rzecz pozostawiła mnie z lekkim niesmakiem - niszczenie aut przy pościgach policyjnych. Uderzenie nie zadaje obrażeń, jeżeli zostanie spowodowane np. poprzez zatrzymanie się przed pędzącym samochodem rywali, jedynie przy walnięciu w bok (wtedy jest najsilniejsze) lub w tył. Nie da się również wykonać znanego manewru PIT, więc całość działa na baaardzo umownych zasadach. Ciekawie natomiast prezentuje się możliwość wzywania blokad drogowych i rozkładania za sobą kolczatek.

Premiera pełnej wersji w USA i Europie odpowiednio 16 i 18.11.2010. Gra ma być dostępna również na PC i Wii.

Majin and the Forsaken Kingdom

Premiera (EU PSN): 27.10.2010

Całkiem sympatyczna, bajkowa gra, która może się okazać całkiem niezłą produkcją. Już po demku widać jednak, że brakuje tej historii rozmachu, ale na pewno nie można jej odmówić specyficznego klimatu.

Fabuła jest prosta - pewien złodziej, którego losami kierujemy, uwalnia tajemniczą istotę - tytułowego Majina. Szybko okazuje się, że wielki stwór o równie wielkim sercu jest prawdopodobnie jedyną nadzieją dla królestwa opanowanego przez mroczne kreatury, przypominające czarną maź.

Demko pozwala nam zobaczyć, jak sprawdza się wydawanie Majinowi prostych poleceń, walka z naszym nowym towarzyszem przy boku oraz skradanie się samym złodziejem. Po drodze zbieramy kryształy, które pozwalają głównemu bohaterowi oraz duetowi jako całości przechodzić na kolejne poziomy doświadczenia, co pozwala np. zadawać silniejsze ataki łączone.

Oprawa jest prosta, ale pasuje do bajkowego klimatu gry. Mimo to pokazowa lokacja, choć w zamkniętym pomieszczeniu, sprawiała wrażenie zbyt jasnej. Praktycznie brak tu gry świateł czy innych tego typu efektów. Z tego jednak co widziałem na licznych screenach, pozostałe lokacje w grze prezentują się znacznie lepiej, a i niezwykle różnorodnie.

Gra ma się ukazać 23.11.2010. Choć nie wróżę jej wielkiego sukcesu, to dobrze jej życzę. Na pewno jeszcze kiedyś wrócę do Porzuconego Królestwa.

Fist of the North Star: Ken's Rage

Premiera (EU PSN): 27.10.2010

Gra pobrana z ciekawości, bez większej wiedzy na jej temat. Niestety zamiast miłego zaskoczenia spotkała mnie raczej umiarkowana przyjemność. Według tego, co szybko udało mi się ustalić (Wiki Attack!), gra jest spin-offem serii Dynasty Warriors, opartym na mandze z lat '80 pt. Fist of the North Star. Japończycy dysponują grą już od 25.03.2010, jednak premiery w USA i Europie odbędą się dopiero drugiego i piątego listopada.

Czy mamy na co czekać? Ciężko powiedzieć. Gra z pewnością trafi do nielicznej grupy odbiorców. Demko pozwala nam wybrać dwie różne postacie. Pierwszą możemy rozegrać jedną walkę z bossem, a drugą przejść niedługi etap. W takiej też kolejności podszedłem do sprawy, nieco się przy tym gubiąc - gra dopiero przy drugiej postaci zaczęła tłumaczyć, jak działa, a przy tym wprowadzenie w historię darowano sobie już na wstępie, pisząc jedynie, że wszystko jest zgodnie z mangą. Dziękuję, nie miałem przyjemności...

Całość utrzymana jest w post-apokaliptycznej konwencji. Jest szaro i buro. Przy tym od pierwszych chwil rzuca się w oczy i uszy typowa dla wielu japońskich tworów sztuczność dialogów, gestów i... ogólnie rzecz biorąc wiele sytuacji budziło u mnie lekki uśmiech politowania. Jak np. bohater rozwalający barykady chyba najwolniejszym motorem świata czy dzierżący w dłoni stalową belkę z betonowym "lizakiem" na końcu i obchodzący się z tym "przyrządem" z taką lekkością, jakby faktycznie nie ważył więcej od cukierka.

To jednak gra, do tego japońska, więc taki jej urok i faktycznie w większym gronie może się to wydawać nawet całkiem zabawne. Grając w pojedynkę dostrzegłem jednak potencjał tej produkcji dopiero pod koniec dema, gdy zalewany falami przeciwników zacząłem uruchamiać różne efektowne combosy. System opiera się na walce wręcz, choć nagiętej do granic możliwości. Ultraszybkie ciosy i kopniaki są tu na porządku dziennym. Sieczka, która miała miejsce na ekranie momentalnie zrespawnowała mi banana na twarzy. Niektóre ataki wściekle tnąc powietrze potrafią pozostawić przeciwników w stanie, w którym panicznym tonem stwierdzają, że ich ciało się rozpada, po czym... no cóż - rozpada się. :) Na dziesiątki kawałeczków.

Jak więc sami widzicie - produkcja to specyficzna i w takowe też gusta trafi. Sprawy nie poprawia mocno średnia oprawa wizualna, ale mocne, gitarowe brzmienia w tle sprawują się całkiem nieźle. Sprawdźcie sami. Pierwsze wrażenie jest negatywne, ale jeżeli dać jej szansę, gra może się podobać.

Wsparcie

Patronite logo

Jak zapewne wiecie, rozwijamy nasz podcast od lat, inwestując w niego nie tylko bardzo dużo czasu, ale również pieniędzy. Opłacamy montaż kolejnych odcinków, utrzymujemy serwery i domeny, jak również rozglądamy się za nowymi, często płatnymi rozwiązaniami, które mogą przyspieszyć i ułatwić powstawanie nowych materiałów.

Patronite to platforma, na której możecie wesprzeć nas finansowo, abyśmy mogli kontynuować tę pasję bez dodatkowego balastu na plecach. Będziemy Wam niezmiernie wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą dotację.

Uspokajamy, że nie planujemy zamykać tworzonych przez nas treści za płatną barierą. W ramach podziękowań chcemy natomiast wymieniać wszystkich naszych Patronów, którzy wyrażą na to zgodę, na stronie podcastu, a od pewnego progu dziękować Wam również w samych nagraniach.

Niezmiennie życzymy Wam miłego słuchania i serdecznie dziękujemy za wsparcie! Do usłyszenia!

Nasi Patroni

  • Michcioperz
  • i 6 anonimowych Patronów

Serdecznie dziękujemy!