Alan, pora wstawać….

NULL

Taki dzień jak dziś zdecydowanie nie zdarza się zbyt często. Dzień, kiedy to dane jest nam zagrać w grę,  wyczekiwaną przez wiele lat. Grę, która przez długi czas była wielką niewiadomą. Tak, to właśnie dziś trafił do nas Alan Wake.

Zanim jednak przejdziemy do pierwszych wrażeń z samej rozgrywki, przeanalizujmy pokrótce co ciekawego znalazło się w limitowanej edycji opisywanej gry. Nasze egzemplarze otrzymaliśmy dziś, na 3 dni przed oficjalną premierą  ( 14.05.2010 ).

AlanWakeLE

Gra zapakowana jest standardowo w kartonową obwolutę, po zdjęciu której ukazuje się nam pieczołowicie wykonane opakowanie do złudzenia przypominające książkę w klasycznej, grubej oprawie. Czarny, chropowaty materiał okładki pokryty jest sporych rozmiarów srebrnym logo gry mieniącym się w świetle. Całość jest dość ciężka ,  ponieważ opakowanie wypełnione jest po brzegi materiałami. Na pierwszy ogień idzie pudełko z grą - czarne, bez znanego wszystkim paska z logo Xboxa 360. Wygląda jak pudełko od filmu. Osobiście nie lubię takiego rozwiązania. Nie pozwala mi ono postawić gry na równi z innym grami w mojej kolekcji, lecz pewnie większość z was nawet nie zwróci na ten szczegół uwagi. Oprócz samej płyty z grą w dodatkowym lakierowanym opakowaniu znajdziemy jeszcze dwa dyski. Pierwsza z nich zawiera ścieżkę dźwiękową, drugi zaś wypełniony jest dodatkami. W pudełku znajduje się także książka „Alan Wake Files”.  W tym miejscu muszę wspomnieć o małym rozczarowaniu. MGS czyli wydawca gry zdecydował się nie tłumaczyć tego 129 stronicowego dodatku, stanowiącego podsumowanie i uzupełnienie histroii Alana Wake-a. Tak czy siak całe wydanie kolekcjonerskie prezentuje się okazale i jest godne polecenia, zwłaszcza, że cena utrzymana jest na bardzo rozsądnym poziomie.

alanle

Przejdźmy jednak do samej gry. Pora obudzić Alana.

Od pierwszych chwil gra wita nas niespotykanym, książkowym klimatem. Łagodny głos narratora wprowadza nas w sen Alana, będący pewnego rodzaju samouczekiem, dzięki któremu poznajemy wszystkie podstawowe elementy rozgrywki. Otacza nas ciemność. Jedynie światło latarki rozjaśnia otoczenie, budując grozę i wzbudzając w nas niepewność. Właśnie w taki psychologiczny sposób gra próbuje nas straszyć. Nie uświadczymy tu raczej tanich chwytów znanych z horrorów klasy "b". Tu buduje się napięcie. Napięcie, które z każdą chwilą opowieści rośnie w naszej głowie, wciągając nas w coraz bardziej przerażający świat głównego bohatera. Nie oszukujmy się, widzieliśmy to już nie raz w filmach, zwłaszcza w tych opartych na powieściach Stephena Kinga ( Mgła, Lśnienie ), ale jeszcze nigdy nikomu nie udało się przenieść tego niepowtarzalnego klimatu do gry. I właśnie za to Remedy należą się słowa uznania.

Sama rozgrywka jest dość prosta w swojej budowie i raczej schematyczna. Sprowadza się do oświetlania przeciwników w celu pozbycia się niszczącej materii ciemności, a następnie eliminacji ich, wykorzystując jedną z dostępnych w grze broni palnych ( dysponujemy, przynajmniej na początku rozgrywki, jedynie rewolwerem, dubeltówką i wyrzutnią rac). Mimo swojej prostoty gra zdaje się w niektórych momentach dość wymagająca. Głównie za sprawą małej ilości amunicji. Gdy pozostajemy bez ekwipunku, stajemy się właściwie bezbronni. Pozostaje nam tylko ucieczka do najbliższego źródła światła, które odgania moce ciemności i regeneruje nam poziom życia.

Nie chciał bym się na razie rozpisywać zbytnio na temat grafiki. Powiem tylko, że gra wykonana jest dość nierówno. Tekstury i modele nie są najwyższych lotów, lecz całość ratuje mgła i oświetlenie, sprawiające, że w niektórych momentach gra wygląda przepięknie.

alanwake060101-632009-580px

Niestety muszę kończyć swoje przemyślenia, w okolicy wysiadł prąd. Panuje ciemność, zostałem sam z latarką, a bateria w laptopie jest już na wyczerpaniu.

Wsparcie

Patronite logo

Jak zapewne wiecie, rozwijamy nasz podcast od lat, inwestując w niego nie tylko bardzo dużo czasu, ale również pieniędzy. Opłacamy montaż kolejnych odcinków, utrzymujemy serwery i domeny, jak również rozglądamy się za nowymi, często płatnymi rozwiązaniami, które mogą przyspieszyć i ułatwić powstawanie nowych materiałów.

Patronite to platforma, na której możecie wesprzeć nas finansowo, abyśmy mogli kontynuować tę pasję bez dodatkowego balastu na plecach. Będziemy Wam niezmiernie wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą dotację.

Uspokajamy, że nie planujemy zamykać tworzonych przez nas treści za płatną barierą. W ramach podziękowań chcemy natomiast wymieniać wszystkich naszych Patronów, którzy wyrażą na to zgodę, na stronie podcastu, a od pewnego progu dziękować Wam również w samych nagraniach.

Niezmiennie życzymy Wam miłego słuchania i serdecznie dziękujemy za wsparcie! Do usłyszenia!

Nasi Patroni

  • Dio Brando
  • Pojler
  • i 6 anonimowych Patronów

Serdecznie dziękujemy!