Małe, ciche, spokojne miasteczko.

NULL

Dzisiaj w nocy wyruszam do Silent Hill. Po prostu poczułem, że wreszcie trzeba to zrobić. Spakowałem zatem najpotrzebniejsze rzeczy, napisałem miły, choć chyba nieco zbyt ckliwy list pożegnalny i jedyne co mi pozostało, to poczekać aż zajdzie słońce. Ponieważ jednak mamy lato, zachód przyjdzie dość późno, a ja już strasznie się niecierpliwię. Nie mam zielonego pojęcia co mnie tam czeka. Na przestrzeni lat słyszałem jakieś plotki, o dwupłaszczyznowości Cichego Wzgórza. Podobno gdy będę sobie spokojnie spacerował po zamglonych, wyludnianych ulicach, nagle mogę się znaleźć w piekielnej wersji Silent Hill. Tam podobno czekają na mnie koszmarne stwory, od zeschizowanych (choć obowiązkowo w krótkich spódniczkach) pielęgniarek, po powolnego kata z ogromnym mieczem w ręku, i metalowym kapturem na łbie. Wszystko to jednak pogłoski zasłyszane tu i ówdzie od ludzi, którzy tam byli i o dziwo nawet wrócili. Bo ja sam, jak już mówiłem, nigdy nie zwiedzałem Silent Hill, jego alejek, szkoły, nigdy nawet nie byłem w sławetnym szpitalu.

Otóż tak właśnie moi państwo; czytacie słowa gracza, który nigdy nie grał jeszcze w najsławniejszą chyba serię horrorów w historii gier wideło. Słyszę właśnie dźwięk tłuczonych szklanek, przewracanych stołów, zboża wysypywanego na tory, a to wszystko w towarzystwie okrzyków „skandal! skandal!”. Jak widać są jeszcze tacy gracze jak ja, których zaległości sięgają nawet najbardziej znamiennych serii naszej ukochanej elektronicznej rozrywki. Tymniemniej jednak, postanowiłem się zrehabilitować i nabyłem w tym celu jedyną część Silenta, która ukazała się ma Xboxa 360. Mowa tu oczywiście o Homecoming z 2008 roku. Nie była to jednak decyzja spontaniczna, bowiem z zamiarem zakupu tej gry nosiłem się już od dłuższego czasu. Wcześniej była dla mnie nieco zbyt droga, bo jej cena balansowała przez bardzo długi czasu w okolicach dwóch stówek. Jednak, podczas rutynowych oględzin ofert polskich sklepów internetowych natrafiłem na Silenta w cenie około pięciu dych, więc za dwa dni gra była już u mnie w skrzyneczce na listy. Szybko ukończyłem kupioną tydzień wcześniej drugą część Gears of War i odfoliowałem świeżutkiego Homecoming, czekając na zapadnięcie zmroku. Podobno granie w jakąkolwiek część Silent Hill za dnia jest zbrodnią i bluźnierstwem w jednym. W oczekiwaniu napisałem wstęp tej notki (czyli pierwszy akapit) jednak w tym momencie jest on już troszkę nie aktualny, bo w tej chwili mam już za sobą dwa dni grania.

Zanim jednak napiszę coś o swoich wrażeniach z samej gry muszę nadmienić, że uniwersum Silent Hilla nie było mi wcześniej zupełnie obce. Jakiś czas temu (to było chyba z sześć, czy siedem lat wstecz) miałem okazję zapoznać się z komiksową serią nawiązującą do wydarzeń w niesławnym miasteczku. W Polsce komiks ukazywał się po prostu w kioskach. Wydane były konkretnie trzy zeszyty w miesięcznych odstępach czasowych. Mi udało się niestety zdobyć tylko dwa pierwsze, bo o kupnie trzeciego najzupełniej w świecie zapomniałem. Nie wiem, czy fabularnie akcja komiksów wiąże się ściśle z wydarzeniami znanymi z gier, ale wydaje mi się, że nie. Jedyne co łączy uniwersa to po prostu straszne miasteczko i chyba jedna postać; dziewczynka imieniem Christabella. Tak czy owak, historia przedstawiona w obu posiadanych przeze mnie zeszytach okazała się wyjątkowo wciągająca i całkiem zgrabnie poprowadzona. Szczególnie podobała mi się pierwsza część ze względu na naprawdę klimatyczny i innowacyjny sposób rysowania. Artysta odpowiedzialny za stronę graficzną pierwszej części odwalił naprawdę kawał solidnej roboty. Ten gość to oczywiście Ben Tempelsmith, a jego twórczość obejmuje także znakomity komiks Abra Makabra i wampirzą sagę 30 Dni Nocy (zekranizowane) i dwie części Mrocznych Dni. Druga część Silenta też była nieźle narysowana, ale za nią już nie był odpowiedzialny Tempelsmith tylko ktoś inny. Kto rysował trzecią część oraz jak zakończyła się cała historia niestety pozostaje dla mnie tajemnicą, ale rozejrzę się za trzecim zeszytem na allegro.

Poza komiksem z Silent Hill zetknąłem się także dzięki wydanemu w 2006 roku filmowi. Swoją drogą z tym filmem wiąże się całkiem ciekawa historia. Właściwie nie z samym dziełem, a moją wyprawą do kina. Mianowicie byłem wtedy młodym licealnym chłopaczkiem, któremu udało się znaleźć upragnioną dziewczynę. Jako że romantyczny byłem jak jasny gwint, zaprosiłem ową dziewoję do kina na Silenta właśnie. Umówiliśmy się zatem kulturalnie na dziesięć minut przed seansem przy wejściu do kina. Prawo złośliwości rzeczy martwych zadziałało jednak bezwzględnie i spóźnił mi się tramwaj. Przybyłem zatem pod kino dokładnie w momencie gdy miał zacząć się seans. Rozejrzałem się pobieżnie i nie spostrzegłszy swojej dziewczyny pomyślałem, że pewnie jest już na sali i czeka na mnie. Szybko pobiegłem do kasy i mówię do młodej ekspedientki ;

Dawaj bilet na Silenta! Szybko! A osiemnaście lat jest?(miałem tylko siedemnaście) Jest siedemnaście, starczy ci, dawaj ten bilet! Nie starczy, nie dam. Nie mam czasu na żarty, dawaj bo będzie w pysk! Dobra, dobra, spokojnie nerwusie, masz już ten cholerny bilet.

Wbiegłem na salę i zacząłem się rozglądać. „Jest? Nie ma? Cholera nie widzę jej, za ciemno.” Usiadłem byle gdzie i zacząłem oglądać film. „Dziewczyna, dziewczyną, ale to przecież Silent Hill”. Okazało się jednak, że mojej wybranki nie było na sali. Suka sprzedająca bilety nie wpuściła jej, bo mimo że moja dziewczyna też miała wtedy siedemnaście lat, to wyglądała na jakieś czternaście, czy piętnaście. Poczekała jednak na mnie przed salą i o dziwo nie po to, aby przywalić mi kilka razy za głupotę, co swoją drogą nawet mi się należało. Jeżeli ktoś by był ciekawy, to odpowiadam: mimo tego incydentu sprzed czterech lat, jesteśmy ze sobą do dzisiaj :).

Wracając jednak do samego filmu, to przyznaje się, że do dzisiaj jest to jeden z moich ulubionych horrorów. Pierwsza połowa, kiedy wszystkie wydarzenia są tajemnicze i niewyjaśnione robi ogromne wrażenie. Zamglone, opuszczone miasteczko, popiół podający z nieba niczym śnieg, dźwięk syreny zwiastujący przeobrażenie otoczenia w jego upiorną formę. Te elementy, połączone z ciekawym motywem przewodnim tworzą świetny nastrój pozwalający bez reszty wczuć się w przedstawianą historię. Potem niestety robi się bardziej przeciętnie. Zagadka nieco się wyjaśnia w dość banalny sposób, przez co film traci sporo na nastroju tajemniczości i osaczenia. Stephen King miał racje mówiąc, że wyjaśnianie tajemnicy i odkrywanie kart kłóci się z poetyką strachu, co w tym filmie widać aż nadto dosadnie. Mimo to Silent Hill jak już wspomniałem jest świetnym horrorem i do tego jedną z niewielu naprawdę dobrych kinowych adaptacji gry. Choć wśród „dzieł” takich jak Street Fighter, czy jakichkolwiek tworów Uwe Bolla każdy przeciętny nawet film na podstawie gry jest miłym zaskoczeniem.

Jeżeli chodzi zaś o Silent Hill Homecoming, to po około czterech godzinach gry mogę stwierdzić, że jest on produktem dość nierównym. Mam ogromne wrażenie, że sporo kwestii graficznych zostało zrobionych zwyczajnie na odwal się. Dla przykładu wspomnę tylko o niektórych elementach otoczenia, które wykonaniem przypominają nam czasy wczesnych produkcji na konsole poprzedniej generacji. Ponadto każda sytuacja, gdzie na ekranie dzieje się choć trochę więcej (np. atakuje nas plujący żarem ognio-stwór) skutkuje potwornym spadkiem liczby wyświetlanych klatek na sekundę. Po przymknięciu okiem na te graficzne wady gra mimo wszystko wygląda dobrze. Całkiem niezłe efekty świetlne w połączeniu z ziarnistym filtrem i dobrze zaprojektowanymi miejscówkiami robią naprawdę klimatyczne wrażenie. Silent Hill okazał się produkcją zupełnie inaczej straszącą niż ograny przeze mnie ostatnio Alan Wake. Ba, w porównaniu do Silenta, to Alan praktycznie w ogóle nie był horrorem, a jedynie przygodą z elementami fantastyki. Silent Hill jest powolny, spokojny, niepokojący i smutny. Nie mamy serialowej akcji, nie mamy głupkowatych kompanów i nie mamy intensywnych strzelanin z ogromną ilością wrogów. Silent prezentuje zupełnie inne podejście do horroru. To jakie podejście jest lepsze zależy już tylko i wyłącznie od osobistych preferencji. Mi, pomimo że Alan Wake podobał się naprawdę bardzo, jako horror bardziej pasuje Silent Hill Homecoming.

Jak tylko przejdę całą grę zabieram się za kolejny horror, w którym pokładam ogromne nadzieje. Mianowicie chodzi o Condemned 2, czyli kontynuację jednej z premierowych gier na Xboxa 360. Poprzednią część uważam za naprawdę wyjątkowy kawał grozy i mam nadziję, że dwójka również mnie nie zawiedzie.

Wsparcie

Patronite logo

Jak zapewne wiecie, rozwijamy nasz podcast od lat, inwestując w niego nie tylko bardzo dużo czasu, ale również pieniędzy. Opłacamy montaż kolejnych odcinków, utrzymujemy serwery i domeny, jak również rozglądamy się za nowymi, często płatnymi rozwiązaniami, które mogą przyspieszyć i ułatwić powstawanie nowych materiałów.

Patronite to platforma, na której możecie wesprzeć nas finansowo, abyśmy mogli kontynuować tę pasję bez dodatkowego balastu na plecach. Będziemy Wam niezmiernie wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą dotację.

Uspokajamy, że nie planujemy zamykać tworzonych przez nas treści za płatną barierą. W ramach podziękowań chcemy natomiast wymieniać wszystkich naszych Patronów, którzy wyrażą na to zgodę, na stronie podcastu, a od pewnego progu dziękować Wam również w samych nagraniach.

Niezmiennie życzymy Wam miłego słuchania i serdecznie dziękujemy za wsparcie! Do usłyszenia!

Nasi Patroni

  • Michcioperz
  • i 6 anonimowych Patronów

Serdecznie dziękujemy!